Gosia Jasionek: "Zupa jest tylko pretekstem do spotkania"
Kopiuj tekst
Gosia Jasionek: "Zupa jest tylko pretekstem do spotkania"

Gosia Jasionek: "Zupa jest tylko pretekstem do spotkania"

W każdą niedzielę przed godziną 17:00 na Placu Wolności we Wrocławiu ustawia się grupka bezdomnych. Jeszcze kiedyś liczyła nie więcej niż 20 osób, dziś – około 100. Zebrani oczekują wolontariuszy „Zupy na Wolności”, którzy już za chwilę będą rozdawać ciepły posiłek.

Inicjatorami tego szlachetnego projektu są Wrocławianie: Maria, Małgorzata, Konrad i Maciek. Gosia na co dzień pracuje w AmRest. W maju tego roku zgłosiła „Zupę” do wewnętrznego konkursu grantowego. Akurat byli w przełomowym momencie – gotowali w kilka osób, w prywatnej kuchni, a liczba beneficjentów wciąż rosła. Mimo to nigdy nie odprawili nikogo z kwitkiem: częstowali kawą, herbatą, kanapkami, ciastami…
W czerwcu komisja konkursowa ogłosiła wyniki – „Zupa na Wolności” otrzymała grant w kwocie 3 tys. złotych! Dzięki wygranej inicjatywa mogła dalej prężnie się rozwijać. Za otrzymane pieniądze kupili potrzebny sprzęt oraz produkty spożywcze, jednak to nie jedyne korzyści. Pasja i oddanie organizatorów poruszyły serca komisji konkursowej, dzięki czemu nastąpiła „seria wyjątkowo fortunnych zdarzeń” – po pierwsze „Zupa” otrzymała możliwość gotowania w nowym miejscu: profesjonalnie wyposażonej kuchni. Po drugie, w inicjatywę zaangażowali się „Wolontariusze AmRest” oraz wychowankowie SIEMACHA Spot Wrocław, placówki wsparcia dziennego dla dzieci i młodzieży, której partnerem strategicznym jest AmRest. Po trzecie, wsparcie zaoferowało nawet jedno z największych polskich przedsiębiorstw obuwniczych. W ten sposób niewielka, oddolna inicjatywa zaangażowanego społecznie pracownika przy pomocy firmy rozkwitła! 

Historia „Zupy na Wolności” jest jednym z dowodów na to, jak dużą wartość niesie za sobą wsparcie projektów społecznych realizowanych przez pracowników. Nawet tych najbardziej ambitnych.

O inicjatywie "Zupa na Wolności" opowiada Małgorzata Jasionek, Starbucks Brand Architect Global.

Jak powstawała akcja „Zupa na Wolności”?
Pomysłodawcą akcji w Polsce jest siostra Małgorzata Chmielewska ze wspólnoty „Chleb Życia”. Pierwsze „Zupy” powstały w Sopocie oraz w Krakowie i są to prężnie działające projekty o imponującym zasięgu. Pomysł zorganizowania „Zupy” we Wrocławiu pojawił się w październiku 2017 roku. Wraz z trójką znajomych: Marysią, Konradem i Maćkiem, których poznałam podczas spotkań klubu „Tygodnika Powszechnego”, dużo rozmawialiśmy o inicjatywach społecznych, w tym o „Zupie”. Jako że Konrad jest znajomym inicjatorów krakowskiej edycji – Piotrka i Błażeja – mieliśmy informacje z pierwszej ręki o ich doświadczeniu z „Zupą na Plantach”. W lutym ich reprezentacja przyjechała do Wrocławia, żeby pomóc w pierwszym gotowaniu.
Jak wyglądały przygotowania do pierwszego gotowania? Gdzie, w ile osób i jaką zupę gotowaliście po raz pierwszy? Jak informowaliście bezdomnych o akcji?
Spotkanie z „Zupą na Plantach” we Wrocławiu odbyło się w księgarni „Tajne Komplety” w sobotę 10 lutego 2018, a już następnego dnia gotowaliśmy wspólnie pierwszą zupę. Spotkaliśmy się w osiem osób u mnie w mieszkaniu. Ja przygotowałam przepis, to znaczy podstawowe ilości składników pomnożyłam razy dziesięć. Ugotowaliśmy zupę pomidorową dla mniej więcej 30 osób. Zapakowaliśmy 20-litrowy termos, który dostaliśmy od krakowskiej „Zupy” i pojechaliśmy na plac. Niestety, gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że nikogo tam nie było! Kilka dni wcześniej wysłaliśmy maile do noclegowni dla bezdomnych we Wrocławiu, ale był to nietrafiony kanał komunikacji. Ostatecznie wraz z Konradem poszliśmy szukać bezdomnych na Rynku. Tam spotkaliśmy Pana Romka, którego zaprosiliśmy na zupę. Nie był zbyt ufny, ale przyszedł - z córką, również bezdomną i jej chłopakiem.
Jaki cel przyświeca Zupie na Wolności?
Głównym celem „Zupy” jest przywracanie godności osobom bezdomnym. Sam posiłek jest tylko pretekstem do spotkania. Społeczeństwo w większość i unika osób bezdomnych. A historie naszych uczestników to całe spektrum problemów, począwszy od zaburzeń psychicznych przez trudne sytuacje rodzinne po nałogi, problemy których skala jest nie do pojęcia. Wierzymy, że wspólny posiłek jest możliwy. Na Placu Wolności przy „garze” możemy spotkać się wszyscy bez żadnych warunków, uprzedzeń, wątpliwości. W dobie podziałów i nierówności społecznych to spotkanie wydaje nam się czymś ogromnie ważnym. Miejsce nie jest przypadkowe – spotkanie odbywa się w centralnej, publicznej przestrzeni miasta, która jest dostępna dla wszystkich.
28700843_209527416296577_6312128566361376100_o.jpg
Kim są beneficjenci akcji?
Regularnie gotujemy dla około setki bezdomnych. Mamy stałą grupę odwiedzających, którzy często przyprowadzają nowe osoby. W zdecydowanej większości to mężczyźni, ale zdarzają się też kobiety. Przedział wiekowy określiłabym od 20. do 70. roku życia. Odwiedzają nas też osoby ubogie i samotne, które po prostu potrzebują kontaktu z innymi. Podczas niedzielnych spotkań staramy się przede wszystkim być i słuchać, ale też rozmawiamy, żartujemy. „Zupą” chcemy dzielić się ze wszystkim bez wartościowania i oceniania, bez stawiania warunków. Widzimy też, jak pozytywnie akcja wpływa na nas samych. Z Placu Wolności wynosimy dużo więcej niż na niego wnosimy. Niektórzy wolontariusze przyprowadzają swoje dzieci, żeby od małego uczyć ich empatii, że nikt tutaj nie jest lepszy od drugiego. Że zupa jest wspólna tak jak wspólny jest Plac Wolności i Wrocław.
Jaki był najbardziej wzruszający moment w historii „Zupy na Wolności”?
Poruszające momenty zdarzają się podczas każdego spotkania. Bardzo mocno wzrusza nas jeden z bezdomnych znajomych- Tomek. Pojawia się nieregularnie, więc często nie wiemy co się z nim dzieje, ale kiedy już przychodzi to zawsze pełen jest szczerej wdzięczności. Przynieśliśmy kiedyś na plac odzież do rozdania. Tomek dostał kilka koszul, ale wziął tylko jedną i mówił, że on nie jest pazerny, że pazerny zawsze traci dwa razy.
Ile osób tworzy „Zupę na Wolności”?
W sumie mamy ok. 20 regularnie zaangażowanych wolontariuszy. Na naszej stronie na Facebooku mamy ich ok. 140. Wolontariusze dzielą się swoim czasem jak umieją – dostarczają produkty na zupę, przychodzą na plac, pieką ciasta, robią kanapki.  Każdy może zostać wolontariuszem „Zupy”. Przykład? Ostatnio w akcję wciągnęły się dzieciaki z SIEMACHA Spot Wrocław. Co piątek z Wolontariuszami AmRest przygotowują dla bezdomnych jakąś przekąskę. Ich zaangażowanie bardzo nas cieszy – dwie dziewczynki przyszły nawet w niedzielę na plac i rozdawały zrobione przez siebie pulpeciki. Z AmRest mamy grupę siedmiu osób zaangażowanych w akcję.
Kto przygotowuje przepisy?
Za przepisy odpowiedzialna jestem ja, a za skład ekipy gotującej – Marysia. Staramy się korzystać z produktów sezonowych, ale też wsłuchujemy się w gusta naszych gości – kiedyś ugotowaliśmy barszcz bezdomnemu Adamowi, bo akurat w niedzielę wypadały jego urodziny, a barszcz to jego ulubiona zupa. Zdarza się też, że szukamy inspiracji wokół nas. Ostatnio nasza wolontariuszka wróciła z podróży po Bałkanach i gotowaliśmy paprykową zupę bałkańską. Zupa nie może być byle jaka. Ma być domowa, na mięsie, z przysmażonym warzywem. Ma być najlepsza jaka może być, taka jaką podaje się w domu rodzinnym na niedzielny obiad.
Czy zabrakło Wam kiedyś zupy?
Na szczęście do tej pory jeszcze nie zdarzyło się, żeby zabrakło nam zupy. Kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy na plac nawet nam jej zostało! Pojechaliśmy wtedy do ogrzewalni dla bezdomnych i rozdaliśmy do ostatniej kropli. Wcześniej nie miałam pojęcia o istnieniu tej ogrzewalni – to taki malutki budynek pod Sky Tower. W środku, około 200 osób stara się przetrwać mrozy w bardzo skromnych warunkach.
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.